Niektórzy już pytali co działo się ze mną przez ostatnie tygodnie , a no wakacje , wyjazd , namioty i rowery (że o piszczałce nie wspomnę ) i teren na który pierwszy raz pojechałem 28 lat temu . Dokładnie Lidzbark , znany kiedyś jako Welski , dawne , niespokojne pogranicze Prus i Polski. Plany były piękne . Kilka wcześniej przygotowanych "miejscówek" , mapki taktyczne walk z I Wojny , odrobione lekcje historii , ale nie przewidzieliśmy tego , że większośc interesujących nas miejsc , to Parki Krajobrazowe pod szczególnym nadzorem . Nie pozostało nic innego jak odszukiwanie kolejnych ciekawych miejsc i ciekawych ludzi .
Okolice okazały się niezwykle malownicze , Fotka z poszukiwań jednego z grodzisk wczesnośredniowiecznych:
Widoczne w głębi , spłaszczone wzniesienie , niestety nie zdobyte przez nas . System obronny nadal działał . Po nocnej ulewie dawna fosa i okoliczne łąki zamieniły się w niedostępne bagna , mogliśmy podejśc jedynie na sto metrów . wybaczcie jakośc fotek , robione telefonem .
A tu wieś Koszelewy i spalony pałac wybudowany w 1795 roku przez Zygmunta von Haubnitz . Widok od frontu
i od parku

oraz jeden z pokoi


Zabawne , ale wejscia do środka broniły zadomowione nad piecem pszczółki .
Trafiliśmy też resztki z XVI - wiecznego kościoła ewangelickiego


Ciekawą historię opowiedział nam , pewien starszy już człowiek , siedzący nieopodal w krzakach nad jakąś bułeczką , w miejscu , które bardziej wyglądało na miejscowe wysypisko śmieci i kloakę niż na stary cmentarz . Oszczędzę Wam szczegółów , niemniej kościół został sprzedany na budulec (nie wiem jak to możliwe

) a zabytkowe żeliwne piece z połowy XIX wieku trafiły na złom , w przewodniku napisano , że na wskutek daleko posuniętej dewastacji .

taki sam los spotkał kolejny , miejscowy cmentarz , pełniący rolę lokalnej pijalni trunków , ale w ostatnim czasie poddano go wstępnemu oczyszczaniu , chociaż nadal pod cienką warstwą ściółki można trafic na całe nagrobki.


Sporo informacji zdobyliśmy podczas rozmów z miejscowymi , chociażby historia właściciela majątku , przechowywanego przez całą wojnę w piwnicy u jednego gospodarza , a kilka dni po wyzwoleniu , zastrzelonego niedaleko domu przez "swoich".
Czy też przy okazji zwiedzania bunkrów z 1939 roku , uprzejmy właściciel opowiedział nam jak połowę jego rodziny rozstrzelano niedaleko tychże bunkrów i jak po wojnie jego mama przekopała spory kawał lasu , żeby odnaleźc ciała swoich bliskich .

Mogę jeszcze wspomniec o ciekawym spotkaniu , zupełnie przypadkowo w niepozornym sklepiku spożywczym . Właściciele okazali się totalnie zakręceni na punkcie lokalnej historii , a tym większe zdziwienie , gdy dwóch nie miejscowych klientów weszło tylko kupic mapę terenu , a wyszło dopiero po godzinie rozmowy na temat walk oddziałów AK " Stanisława Bali". Rozmawialiśmy też z miejscowymi eksploratorami , spotykanymi zupełnie przypadkowo , na ulicy.
Prawie każdy dzień przynosił coś nowego , i powiem szczerze, chociaż nie rozpakowałem "piszczałki", dawno nie miałem takiej frajdy z poszukiwań . Wszystkim Wam życzę tak spędzonych kilku dni z wakacji , naprawdę warto . Pozdro . Kir